kategoria: Sci & Tech
dodano: 2010-04-09 14:00:00
autor: Filip Godecki
Choć USB 2.0 ma już 10 lat, wcale nie zanosi się na szybką detronizację standardu przez jego nowszą wersję. Nowej technologii przewidywano spektakularny start, tymczasem minęło już kilka miesięcy, a niebieska końcówka jest nadal tak egzotyczna, jak trzeźwość na weselu. Płyta główna obsługująca USB 3.0 to wydatek od 1000 zł w górę, a urządzeń korzystających z tego rozwiązania jak na lekarstwo. Spisek Opus Dei czy racjonalna reakcja rynku? Raczej to drugie.
Owszem, wsteczna kompatybilność (2.0 współpracuje z 3.0 i odwrotnie, równając jedynie osiągi do słabszego ogniwa) czy prędkość 5 GB/s robią wrażenie. Zastanówmy się jednak, gdzie tak naprawdę przydadzą nam się takie wartości. Kopiując duże pliki z nośnika na nośnik z pewnością docenimy czas zaoszczędzony dzięki lepszemu transferowi. Z drugiej strony skanery, drukarki, myszki czy klawiatury są onieśmielone już możliwościami dawanymi przez wysłużoną "dwójkę" -- kłania się prawo popytu i podaży w formie czystej.
Biorąc pod uwagę powyższe czynniki, na popularyzację przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać -- co nie zmienia faktu, że można być jej prawie tak pewnym, jak podatków.
[Za: Crunchgear]




