kategoria: Sci & Tech
dodano: 2010-06-01 15:00:00
autor: Filip Godecki

Jeśli orbitę Ziemi badała niedawno jakaś obca cywilizacja, w jej oczach wyszliśmy na niezgorszych flejtuchów. Wokół planety krąży cała chmara kosmicznych odpadków i nikt nie wie, jak można ten problem rozwiązać. Gdyby chodziło jedynie o aspekt estetyczny, nikt nie rwałby sobie włosów z głowy. Niestety setki tysięcy elementów rakiet, zbiorników paliwa czy nawet całych, wyłączonych z użytku satelitów wiążą ze sobą realne zagrożenie dla naszej technologii.
Stosunek ilości złomu do działającego sprzętu wypada zdecydowanie na korzyść tego pierwszego. Wystarczy wspomnieć, że tylko jedna chińska próba broni kosmicznej z 2007 roku (rakieta wymierzona w satelitę) wyprodukowała aż 150 tysięcy kawałków żelastwa. Amerykański Departament Obrony obawia się, że wraz ze wzrostem zagęszczenia tej chmury, szansa na przecięcie się orbit dwóch większych odpadków stanie się statystycznie prawdopodobna.
W przypadku zaistnienia kolizji, w przestrzeń wyrzucona zostanie spora liczba pozostałości po większych elementach. Lecące z prędkością blisko 8 metrów na sekundę graty zapoczątkują kolejne zderzenia, czego owocem będzie efekt łańcuchowy pozbawiający Ziemię wszelkich satelitów. Skutki takiej klęski trudno do końca przewiedzieć, bowiem uzależnienie od naszych kosmicznych urządzeń jest znacznie większe, niż może się nam na co dzień wydawać. Telefony, telewizja, systemy obrony, GPS: to tylko niektóre z rzeczy, które przestałyby działać w trybie natychmiastowym.
Czarny scenariusz Pentagonu idzie nawet dalej. Po wspomnianej wyżej katastrofie, wiele orbit stałoby się - z racji smug powypadkowych śmieci - niemożliwych do komercyjnego wykorzystania. To z kolei mogłoby oznaczać, że niektóre połacie Ziemi stałyby się technologicznymi białymi plamami.
Choć daleko nam do stanu paniki, logiczna spójność wizji budzi zrozumiały niepokój. Jakie czasy, taka plaga.
[Za: PopularScience]





Tak, wyslac tam meneli spod Zabki. Szybko by wybierali. Rownie madry pomysl.