kategoria: Web & Soft
dodano: 2010-09-21 14:30:00
autor: Karol Kozłowski

Firma Activision aktualnie zajmuje się tworzeniem kontynuacji swoich starych gier. Nowych marek jak na lekarstwo. Prezes firmy ma jednak inne sposoby na zarabianie. Zaistniał w świadomości graczy po aferze z Infinity Ward (twórcy Call of Duty: Modern Warfare) i ciągle nie chce tej świadomości opuścić.
Najpierw były marzenia o dodatkowej opłacie za granie w tryb multiplayer w Call of Duty, nawet jeżeli już opłacacie abonament Xbox Live (granie na sieci PS3 wciąż pozostaje bezpłatne). Później fenomenalny pomysł na sprzedawanie graczom za jedyne $30 cut-scenek (filmików przerywnikowych z gier). Bo przecież o tym marzymy.
Teraz Pan Kottick wpadł na jeszcze lepszy pomysł. Zamiast drażnić nas, graczy, poszedł na wojnę z wszystkimi niezależnymi studiami tworzącymi gry. Jak wiadomo, Activision podpisało 10-letnią umowę z twórcami serii Halo, firmą Bungie, na tworzenie gier. Bungie nie traci przy tym niezależności.
Jednak wg. szefa Activision pozostali niezależni twórcy to już nie ta sama liga co Bungie. Nie myślcie, że przez studia niezależne mamy na myśli kilkuosobowe, maleńkie firmy, takie jak np. studio Amanita Design odpowiedzialne za świetne Machinarium. Takich Pan Kotick pewnie nawet nie zauważa. On miał na myśli studia takie jak Epic Games (Gears of Wars, Unreal Tournament), Insomniac Games (Ratchet & Clank, Resistance), Sucker Punch (Sly Cooper, InFamous), Level-5 (mega popularne w Japonii Dragon Quest) czy Valve tworzący nie tylko gry, ale i całą cyfrową platformę do ich sprzedaży.
Okazuje się, że to za mało, żeby być w tej samej lidze niezależnych twórców co Bungie. Aż strach pomyśleć, co Bobby wymyśli w przyszłości. Może gry, w których opcja "save" będzie dostępna tylko 3 razy podczas rozgrywki? Opłata za każdy dodatkowy zapis jedyne $5. Przecież nie musimy zapisywać gry wcale, więc te 3 razy to i tak hojność ze strony Activision...
[Za: computerandvideogames]




